iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

I to jest równouprawnienie?

Surfując po internecie zawsze dochodzę do wniosku, że jest to zjawisko z gruntu męskie. Mało tam rzeczy dla kobiet. Nawet kiedy szukam dla siebie jakiejś fajnej erotyki natrafiam ciągle na ścianę niezrozumienia, braku elementarnego zrozumienia dla kobiecego ciała i potrzeb. Są jeszcze takie strony jak gry dla dorosłych, ale nie jest ich wiele. Większość serwisów prezentuje nagie kobiety w poniżających pozach. Ok nie mam nic przeciwko ale ja sobie właściwie na nic popatrzeć nie mogę - a też lubię. Dlatego tez dochodzę do wniosku, że w internecie nie ma równouprawnienia. A w tej kwestii to już na pewno. No bo jak tu brać pod uwagę równouprawnienie, kiedy niemal każda treść erotyczna z założenia przeznaczona jest dla mężczyzn? No a my? A ja?

Komentarze (0)
Nowy domownik

Dawno, oj dawno mnie tutaj nie było, ale wiecie jak to jest - życie potrafi czasem nas tak obładować licznymi obowiązkami, że praktycznie na nic nie mamy czasu. A do tego ta pogoda jeszcze - deszczowa i zimna, która do dnia dzisiejszego nam towarzyszyła, skutecznie odbierała mi chęci i siły. Ale, tak jak dziś słoneczko się pokazało, tak i ja znalazłam trochę czasu, aby napisać, a właściwie to pochwalić się swoim nowym, słodkim nabytkiem. I nie mam tutaj wcale na myśli nowego przepisu na ciasto. Wyobraźcie sobie, że... :-) kupiłam sobie psa! Tak, tak - psiaczka, kochanego i ślicznego. Dałam mu na imię fadex - dziwnie, wiem, ale dostał takie imię dlatego, iż  już pierwszego dnia zrobił megaśną kupę (a do tego nieźle śmierdzącą) na gazetę – katalog firm, którego tytuł brzmi dokładnie tak samo, jak teraz imię mojego pupila. Fadzio,tak na niego czasem mówię - pieszczotliwie, jest biszkoptowym labradorem o pięknych, ciemnych oczach, lubiącym bardzo moje kapcie ;-) oraz tarcze diamentowe. Serio! I tak, jak to pierwsze potrafię jeszcze zrozumieć, tak tego upodobania do tarcz, całkowicie nie pojmuję. Fadzio bowiem, całymi godzinami mógłby siedzieć przed witryną sklepu, w którym można kupić tarcze, piły i w ogóle różne inne tego typu sprzęty. Dziwne, same przyznacie, prawda? No dobrze, kończę już, bo rozpisuję się za bardzo, a muszę z Fadziem na spacer wyjść.

P.S. W taką słoneczną pogodę to aż chce się spacerować ;-) 

Komentarze (0)
O wyszukiwarce raz jeszcze

Muszę Wam powiedzieć, że z dnia na dzień, sama - choć internetowym laikiem raczej nie jestem, zachwycam się możliwościami, jakie daje mi internet. Wyobraźcie sobie, że wpadła do mnie ostatnio moja dobra koleżanka, która, jak sama się wyraziła - oszalała już od tego ciągłego biegania po sklepach i marketach w poszukiwaniu odpowiedniego wyposażenia do swojego nowo powstałego domu. Zrobiło mi się żal biedaczki i zaproponowałam, abyśmy wspólnie czegoś poszukały. Ale nie, nie, biegać po sklepach z nią nie zamierzałam. Pomyslałam, że lepiej zrobimy, jak odpalimy wyszukiwarkę internetową i tam wpiszemy, i wyszukamy wszystko to, czego ona potrzebuje. I tak najpierw wpisałyśmy "parapety marmurowe Poznań", jako to, co najtrudniej było jej znaleźc i wybrać. Potem wpisałyśmy kolejno - "kominki z płaszczem wodnym Poznań" oraz "kominki Poznań" i  wyszukiwałyśmy, przeglądałyśmy, oceniałyśmy, i wybierałyśmy. W końcu zdecydowałyśmy się na kilka modeli, spisałyśmy adresy i inne potrzebne informacje, po czym koleżanka wybrała się po wybrane przez nas sprzety do sklepów. Wieczorem zaś, napisała mi, że jest bardzo zadowolona ze swoich zakupów :) Cieszę się...

Komentarze (0)
Pani nauczycielka to ja

Nie będę ukrywała - pominęłam się z powołaniem. I to szeroko. Powinnam była uczyć się za nauczycielkę. Bez wstydu i zakłopotania powiem Wam, że byłabym świetną nauczycielką. Mam na to dowody! A właściwie to jeden - moją sąsiadkę, p. Bogusię. Ale od początku... Kilka dni temu, zapukała do mych drzwi w/w p. Bogusia, prosząc mnie o pomoc w opanowaniu komputera, który zakupiła z powodu wakacyjnej wizyty swoich wnuków. Jako, że sama nigdy nie posiadała takiego sprzętu, a chciałaby w pełni wykorzystać wydane pieniądze, pomyślała, że mogłaby się podszkolić i stać się taką ebabcią. Zgodziłam się oczywiście. Na początku zaczęłam od wyjaśnień dotyczących przeglądarki internetowej, a dokładniej - jak ona działa i do czego może nam być pomocna. Pokazałam p. Bogusi, że jeśli chce wyszukać np., pomoc drogową we Wrocławiu, czy np., notariusza w Poznaniu, to najlepiej, aby w okienko wyszukiwarki wpisała wyrażenie typu "pomoc drogowa wrocław" i "notariusz w Poznaniu", a wtedy jej oczom ukaże się dokładnie to, czego szuka. To, co może ją zainteresować. To, w czym może wybierać i przebierać. Kilka kolejnych godzin spędziłyśmy na przeglądaniu i wyszukiwaniu. Na koniec pomogłam p. Bogusi wyszukać kilka ciekawych stron, na których znalazłyśmy piosenki dla dzieci, które jej wnuki mogłyby słuchać, kiedy przyjadą. Sąsiadka była bardzo zadowolona, a kilka dniu później, zaczepiła mnie i powiedziała, iż żałuje, że dopiero teraz odkryła to cudo techniki.

P.S. Wytłumaczyć coś, komuś? ;-)

 

Komentarze (0)
Dziwna inspiracja

Jako, że komunia już tuż tuż, pomyślałam, że najwyższy czas rozejrzeć się za jakąś sukienką, makijażem i fryzjerem. Z sukienką, o dziwo, nie miałam najmniejszych problemów, bo dość szybko znalazłam coś, co naprawdę mnie zachwyciło, coś, w czym wyglądam rewelacyjnie, serio! :) Z fryzjerem problemu też nie będę miała, bo niedaleko mojego bloku znajduje się dobry i sprawdzony (przeze mnie) salon. Byłam tam wczoraj i już się umówiłam na wizytę. Problem natomiast pojawił się, kiedy doszłam do etapu – makijaż. Nie znam żadnej dobrej wizażystki, także musiałam posiłkować się tutaj internetem. W wyszukiwarkę wpisałam makijaż Poznań i zaczęłam przeglądać, wybierać i przebierać. W końcu znalazłam i to całkiem niedaleko mnie. Nawet nie wiedziałam, że w mojej okolicy znajduje się taki ekskluzywny salon. Jako, że nie byłam tutaj nigdy to postanowiłam zrobić mały test – małą próbę. Poszłam tam wczoraj i pozwoliłam się umalować. Tak mi się tam spodobało, że poprosiłam jeszcze o zrobienie paznokci. Niestety, nawet nie zauważyłam, jak ten czas mi uciekł i biegiem musiałam wracać do domu. Mało tego, w trakcie tego biegu intensywnie myślałam, co tutaj zrobić na obiad, tak na szybko. I w momencie, kiedy mijałam sklep dekoratorski, na wystawie którego zobaczyłam naklejki ścienne w kształcie rybek już wiedziałam, co przygotuję - w domu mam przecież dobry przepis na rybę po grecku, pomyślałam. Nie wiem, czy to zasługa pięknego makijażu czy paznokci, ale ryba wyszła pyyyyszna – mówię Wam! :) Jak nigdy...

Komentarze (0)
Pomysł na...

Tak tylko wracając w dwóch zdaniach do ostatniego wpisu. Po konsultacji z mamą małego "pierwszokomunisty" znalazłem fajny prezent. Mały rośnie, gusta mu się zmieniają chciałby mieć inaczej urządzony pokój (a póki co ma tapetę w misie) na nowe malowanie pokoju czy tapetowanie nie ma na razie czasu, ale kupię mu takie duże (naprawdę duże) naklejki na ścianę dla dzieci - z postaciami jego idoli, dzięki rozmiarom powinny zdominować wystrój pokoju i zdecydowanie ukryć misie, a jak mały znów będzie chciał zmienić gust to naklejki się po prostu usunie, fajne, nie?
No a teraz wpis właściwy :). Wiecie, co to quad? No to przeczytałam ostatnio, że jest ich naszym kraju już prawie tyle, co samochodów w Polsce w roku 1968 - wiem nie byliśmy wtedy potęgą motoryzacji, ale to i tak sporo, a zabawa jest taka, że bardzo mało mechaników specjalizuje się w ich naprawie. I tak sobie pomyślałam, że serwis quadów (teraz kiedy rynek jeszcze pusty) byłby świetnym pomysłem -nie, nie ja bym je naprawiała, ale znaleźć kogoś i wejść z nim w biznes? Sama nie wiem, ale brzmi jak dobry pomysł, nie? Chodzi mi to po głowie i męczy, kiedyś miałam takie same przeczucie, założyłam, że z rozwojem fotografii cyfrowej odzyskiwanie zdjęć będzie dobrym biznesem, pomyślałam i .... olałam, a jak dzisiaj widzę, jak ten biznes się kręci, to mnie krew na własną głupotę zalewa i głupio byłoby drugą taką szansę przepuścić... chyba... pomyślę jeszcze.

Komentarze (0)
Pomysł na prezent?

Z tego wszystkiego zapomniałam Wam napisać o pierwszej komunii synka mojej przyjaciółki z lat szkolnych. Mało tego, nie tylko napisać, ale i poprosić o pomoc w wyborze prezentu. Ale po kolei - moja  bardzo dobra przyjaciółka z podstawówki ma synka - Roberta, który w tym roku, w maju, idzie do komunii. Jak wiadomo będzie mała impreza dla rodziny i przyjaciół, na którą i ja zostałam zaproszona. No i tutaj pojawia się mój problem, gdyż kompletnie nie wiem, co teraz daje się takim dzieciakom? Kiedy ja byłam u komunii, to dawało się zegarki na rękę, jakieś encyklopedie i inne drobiazgi. Ale teraz, w związku z postępem technicznym i łatwiejszej dostępności towaru, zwyczaje te się troszkę zmieniły. Kolega podpowiedział mi, że najlepiej zrobię, jak kupię małemu jakieś fajne i ciekawe gry samochodowe, bo ponoć teraz chłopcy spędzają dużo czasu przy tego typu rozrywkach, ale czy ja wiem... Może lepiej kupić jakąś książkę? Co myślicie? Czasu mam już coraz mniej, także doradźcie coś... Liczę na Was...

Komentarze (0)
Wypadek - przypadek

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że prześladuje mnie pech. Tak - pech. Ale to, co stało się ostatnio, to już nawet pechem określić nie można, gdyż to znacznie coś gorszego. Tragedia, koszmar - tylko takie określenia kłębią się w mojej głowie. Wszystko zaczęło się od bólu zęba. I to już tak silnego i dokuczliwego, że musiałam pomyśleć o wizycie u stomatologa. Jako że nie znałam tutaj w okolicy żadnego, dobrego czy nie, tak więc pierwsze co zrobiłam to włączyłam swoją przeglądarkę internetową i wpisałam wyrażenie "dentysta Poznań", dzięki czemu moim oczom ukazała się dość pokaźna lista, z której wybrałam tego niezbyt drogiego, jak mi się wydawało. Wsiadłam więc z wielkim trudem i bólem za kółko kierownicy i ruszyłam. Nie ujechałam jednak daleko, kiedy poczułam jakieś silne uderzenie z tyłu. Kiedy się obejrzałam, okazało się, że czerwony samochód, na którym napisane było "prawo jazdy Poznań" wjechał mi w d... No fajnie pomyślałam, ale mi się trafiło. Z samochodu wyskoczył instruktor i skakał to do mnie, to do wystraszonej kursantki (młodej) i krzyczał w niebogłosy, tak, że jego wzięłam za wariata, a dziewczyny zrobiło mi się zwyczajnie żal. I tak, zamiast u dentysty wylądowałam u mechanika. Ząb nadal boli, a ja nadal cierpię, ale powiem Wam tak szczerze, po cichu,  ze trochę boję się teraz wyruszyć w drogę. W końcu była to moja pierwsza stłuczka i choć nie z mojej winy, to się strachu najadłam i to sporo!

 

Komentarze (0)
To już ten czas...
Wiosna już pełną gębą, ciepło, cieplej, jasno, jaśniej. No po prostu pięknie, mam już firanki i wszystko dobrze, ale tak sobie chodzę po mieście, patrzę po ludziach i przyznam, że niestety nadszedł już ten etap wiosny, ten smutny czas... kiedy należy pokazać trochę ciałka. Być może jeszcze nie tak wiele, jak to czynią niektóre naprawdę hardcore'owe panny, które podejrzewam biegały z gołym brzuchem i wystającymi stringami po mieście jak na zewnątrz było minus dwadzieścia, ale jednak już czas... a ja przyznam trochę się zaniedbałam przez zimę i nie ma wyjścia pora na poważne przemyślenie i zabranie się do jakieś diety. Poza tym... tego akurat nie jestem jeszcze pewna, ale chyba w końcu w tym roku pozwolę sobie naruszyć trochę moich oszczędności i zafunduję sobie taki drobny wybryk jak depilacja laserowa poznań. Kilka zabiegów, pusta kieszeń :( i święty spokój na lata!!!!! Kusi trzeba przyznać. I chyba skusi muszę jeszcze tylko sprawdzić, komu nie wolno korzystać i kiedy, bo są jakieś zasady i jeśli mogę... to idę, a co! Zawsze będę mogła sobie podbudować ego jak zobaczę u jakiejś takiej roznegliżowanej panny kłaczki gdzieś bądź, co nie ?

 

 

Komentarze (0)
Taka sobie uwaga

Od jakiejś godziny dokoła mojego bloku, ale też i po okolicznych podwórkach biega banda dzieciaków, mają karabiny - jedni plastikowe, inni z patyka - wrzeszczą bez przerwy "ratatatatatatata!" , "nie żyjesz!", "zastrzeliłem cię!", "wcale że nie!" i tak dalej i tak w kółko. Nie żeby mi to przeszkadzało, może trochę, ale jestem jeszcze na tyle młoda by samej pamiętać, że dziecięce gry wojna, szukano, gonito i wszelkie inne mają swoje prawa, do których nam dorosłych nic! Mieliśmy swoje dzieciństwo, mieliśmy swoje zabawy, przeminęło (a szkoda), ale największa nawet tęsknota nie daje nam prawa do psucia zabawy innym. Także nie mam nic przeciwko, niech sobie biegają, niech się wywrzeszczą, w końcu pól zimy siedziały po domach bo mróz był taki, że nawet na sanki nie chciało się wyjść. Wszystko ok, tylko jedno mnie dziwi, jak to jest, że lata mijają, a gry dla dzieci prawie w ogóle się nie zmieniają? Ja rozumiem, że my - wychowani na Janku Klossie i Czterech Pancernych - biegaliśmy po podwórku i strzelaliśmy do Niemców, ale teraz? Przecież telewizja ma kilkadziesiąt kanałów, filmów w niej dostatek, wojna ma raczej złą prasę i nie kojarzy się bohaterstwem tylko masakrami w Iraku... itp. itd.... no to jak to jest, że dzieciaki dalej do siebie strzelają z patyków? Jakiś naturalny zakodowany mus czy co? Bo przyznam, że gdyby już poszły sobie do domu np. pobawić się klockami, to wcale nie byłaby zła... :)

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |