iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Tak jeszcze do ...

Tak swoją drogą mam chwilę na skakanie sobie po necie, poszukałam z ciekawości czy może znajdę te kilka jeszcze (a w sumie wciąż wolnych mieszkań) w moim budynku. Wpisałam sobie ślicznie w wyszukiwarkę "poznań mieszkania" przedarłam się przez milion ofert, tysiąc razy stwierdziłam, że mogłam wybrać lepiej i w końcu trafiłam na mieszkanie dokładnie pode mną. Cóż powiem tak, no niby ja mam wyżej, chciałam wysoko... ale ej ono jest teraz o ładnych kilka tysięcy tańsze i "podlega negocjacji"!!!! No jak! Humor mam już spartolony całkiem. A miały iść chaty w górę....psssssssssss tyle Wam powiem. Dobra idę sobie posłuchać jakieś darmowe mp3 i porzucać klątwy na mojego doradcę finansowego z bożej łaski! Bo nawet jeśli ceny pójdą w górę to i tak mogłam sporo zaoszczędzić.....ech. Kiepski dzień... i do tego słoneczny :P

Komentarze (0)
Słońce, słonko... cholerne słoneczko!

Wiosna już pełną gębą. Wszystko super, kiedy sobie idę ulicą i widzę pąki, to uświadamiam sobie, że za chwilę pojawią się liście, zazieleni się świat i wszystko będzie tak, jak powinno być. Jednak nawet najlepszy czas, nawet wiosenny powiem życia, radości i nadziei miewa swoje złe strony... choćby i całkowicie prozaiczne. Moim problemem są zasłony, a w zasadzie ich brak. Nie mam zasłon. Zmieniłam mieszkanie zimą i na nowym mieszkam na tyle wysoko w stosunku do całej okolicy, że nikt mi w okna patrzeć nie mógł więc prawdę mówiąc nawet nie zwróciłam uwagi na brak firan i zasłon. Ale teraz wraz z wiosennym słoneczkiem - pokój mam od wschodu - każdego ranka na długo przed tym, jak chciałabym się obudzić, budzi mnie słońce uparcie rażące po oczach i grzejące pokój. No i trzeba temu jak najszybciej zaradzić, bo z tego, co wiem to już raczej chłodniej i mniej słonecznie nie będzie się w najbliższych miesiącach robić... prawda? :) Wygląda na to, że w weekend zamiast się pobyczyć będę musiał poodwiedzać różne hurtownie z tkaninami i poszukać sobie czegoś w sam raz dla mnie, w końcu skoro już zmieniam jeden pokój to może i całe mieszkanie warto by było. Wiem, prozaiczne to, ale naprawdę potrafi umęczyć życie. Ech, no mimo wszystko... słonecznego dnia! :D

Komentarze (0)
Kiepskie maskowanie, a do tego niepotrzebne
Perfumy i bielizna Chantelle, styl ubioru na wierzchu czysto studencki, włosy w idealnym kolorze, bez najmniejszej skazy siwizny dzięki Silver Stop i wiek tak około pięćdziesięciu paru lat? Mówi wam to coś? Nie, to niedługo zacznie. W Stanach Zjednoczony i na Zachodzie Europy tak właśnie wygląda przeciętny emeryt/emerytka. I co ciekawe, nikogo to nie dziwi. Tymczasem, no patrząc na powyższy opis brzmi lekko paranoicznie i przypomina zwykłe pomieszanie z poplątaniem. Cóż tak właśnie jest. Tylko nikt, no nikt nie ma odwagi tego głośno powiedzieć. Nie chodzi mi o żadną zazdrość, że niby starsi ludzie nie mogą już sobie pożyć, tak jak chcą, ale czy takie udawanie młodości nie jest przesadnie głupie? Na Boga, przecież istnienie w społeczeństwie osób dojrzałych, będących drogowskazem i pokazujących, że życie ma pewne ułożone etapy, jest ważne. Pozwala na zachowanie jakiegoś wizualnego, estetycznego i etycznego porządku... a tymczasem ostatnimi czasy wszyscy wszędzie i w każdy możliwy sposób próbują negować odwieczny stan rzeczy. Nie podoba mi się to, uważam to za jedno wielkie, paskudne oszustwo, które co więcej w efekcie nie pozwala młodszym na jakąś własną identyfikację i otrzymanie drogowskazu dokąd powinni zmierzać. Głupie to i tyle moim zdaniem. Przecież młodość, niedojrzałość, brak doświadczenie, itp., to nie jest żadne odzyskiwanie danych, które można spokojnie w każdej chwili przywrócić do stanu sprzed lat, tylko naturalna kolej rzeczy, dlaczego więc w naszym społeczeństwie próbujemy wszelkimi siłami tuszować prawdę o życiu, świecie i ich porządku? Szkoda słów.

 

Komentarze (1)
Dziewczyny lubią co innego?

Wszędzie w kółko mówi się o tym samym. Chłopcy to, dziewczyny tamto... Tu wzrokowcy, tu dotykowcy. I co począć z taką wojną płci rozpętaną przez koncerny medialne w celu napędzenia sobie większego ruchu na kanałach telewizyjnych i stronach internetowych? Szczerze mówiąc nie wiem. Od lat wmawiają mi, że gry samochodowe są dla facetów, a malowanki dla dziewczyn. A co zrobić z chłopczykiem, który lub malować i z dziewczynką, dla której wyścigi są najlepszym sposobem spędzenia czasu przed komputerem? Ano właśnie tutaj pojawia się problem. Ten podział na specjalizację produktów pod kątem płci to jakaś wielka wielgachna ogromniasta ściema. Nie widzę powodu, by zmuszać dziewczynki do zabawy lalkami. Nie chcą? Nie muszą. To samo z chłopcami. Nie każdy będzie nastoletnim gangsta, który myśli, że jest czarny i wygląda taaak fajnie.

Komentarze (1)
Rodzinne podróbki ślubne
Z innej bajki – mam dzisiaj wolny dzień i tak sobie latam po necie od artu do artu – trafiłam właśnie na informację, że znowu wraca do łask filmowanie ślubów. Poznań na ostatnich targach ślubnych podobno pełen był ofert filmowania i wszyscy byli zachwyceni. Cóż powiem tak, ja osobiście miałem już nadzieję, że ten durny etap pana z kamerą już się skończył i wszyscy wrócili do porządnej, pięknej fotografii. Nie takiej tam, bo ktoś ma aparat, ale takiej... artystycznej. Cóż okazuje się, że było to zupełnie bezpodstawne nie doceniłam rozwoju techniki... dlaczego rozwoju techniki, bo teraz nie chodzi już o zwykłe filmowanie ani nawet fajny montaż potem. Teraz chodzi o korzystanie z całego bogactwa efektów specjalnych, jakie oferuje komputerowe montowanie filmu. Innymi słowy najnowszym przebojem – wśród pamiątek z wesela – mają być... triki, fotomontaże i wszystkie inne takie, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. No to ja się pytam po co komu takie pamiątki, na których pełno jest tego, czego w rzeczywistości nie było? I czy to w ogóle jest pamiątka czy może bardziej jakąś... no nie wiem jak to nazwać podróbka? Chodź kochanie pooglądamy z dziećmi podróbki z naszego ślubu? Co za absurd! Szkoda mi już w ogóle pisać, że drugim hitem była ochrona Poznań, na cholerę ludziom ochrona na ślubach?!?!?! Nie rozumiem świata i wiecie co, cieszę się, że na co dzień nie mam czasu mu się przyglądać, bo chyba bym zupełnie oszalała. Tyle.

 

Komentarze (0)
Psychologia? Nie dziękuję.
Trafiłam dzisiaj na artykuł o wiele mówiącym tytule „Problemy z seksem”. Cóż przyznam, że trochę mnie... no rozczarował. Bardzo, bardzo, bardzo utytułowana pani profesor doktor opowiada tam jak sobie radzić z seksem po porodzie. Mówiąc konkretniej mówi jak sobie radzić z brakiem seksu, gdy kobieta „pomimo ślicznego zszycia” odczuwa ból i ogólnie przejawia niechęć do współżycia z małżonkiem. I cóż takiego radzi facetom pani profesor? Otóż pani specjalistka twierdzi, że mężczyźni powinni starać się jak najmnije wywierać presji na żonę (i tu w pełni się zgadzam), ale równocześnie mogą próbować szczęścia (tu też się zgadzam) i np. potajemnie wzbogacać posiłki o afrodyzjaki (i tu się nie zgadzam!!!!!!!). Że niby mój facet, kiedy wrócę do domu, będę karmiła dziecko i ogólnie … no nie wiem jak, ale na pewno jako młoda mama będę się czuła inaczej, ma mnie potajemnie paść czym bądź, bo mu się chce?!?!?! A gdzie do cholery szacunek, miłość, wyrozumiałość i wszystko co powinno łączyć młode małżeństwo i świeżo upieczonych rodziców? Jeśli ja nie chciałabym współżyć przez jakiś czas – czy to z powodu bólu czy z innego powodu – to zakładam, że mój facet to nie tylko zrozumie, ale też nie będzie na mnie naciskał – co nie znaczy, że nie ma się starać – przecież do diaska, będziemy małżeństwem parą na całe życie, a nie... nie wiem nastolatkami z dyskoteki. No! I tyle, obrażam się na panią psycholog. A na deser powiem Wam jeszcze, jak pani prof., każe facetom sobie radzić, gdyby nic im nie dało wpychanie w żonę afrodyzjaków. Otóż taki facet... niech sobie poogląda pornosy, pogra w gry erotyczne … i no ogólnie sobie poradzi. Jeju!!! To mój facet, kiedy będę leżała obolała po ciąży, będę się czuła brzydka i nie będę akurat miała ochoty na nic, to on ma oglądać inne baby i w ogóle sobie coś gdzieś jakoś... no do diaska ja oszalałam czy ten świat. Bo mam wrażenie, że ktoś zapomniał o wielu sprawach... a przede wszystkim o czymś tak podstawowym jak … miłość! Szkoda gadać.

 

Komentarze (0)
Kraj festynów

Zauważyliście, że Polska to kraj, który festynami stoi? Może i coraz rzadziej tak je nazywamy, pisząc na afiszach piknik, biesiada albo coś tam jeszcze innego, ale i tak nie da się ukryć, że przaśna , ludowa rozrywka, jaką są festyny wciąż pozostaje w naszym kraju niezwykle popularna. Latem trudno jest chyba znaleźć miasto czy miasteczko, w którym nie odbyłby się przynajmniej jeden festyn. Co prawda forma tej rozrywki powoli się zmienia, jednak zwykle jest to po prostu wpływ głównego sponsora i tak jeśli kasę wójtowi dały zakłady wędliniarskie, to najpewniej między jednym i drugim piwem, oraz śpiewem lokalnej megagwiazdy możemy spodziewać się jedzenia parówek na czas czy innej podobnej konkurencji. Od sponsora zależy naprawdę dużo, patrząc chwilę po internecie można znaleźć takie przykłady jak: grupowe układanie płytek Poznań, gotowanie największej parówki Krotoszyn czy mycie pomidorów na czas Pudliszki. Mimo wszystko jednak festyny zachowały nadal ze swojego swojskiego charakteru i jak przyznają zgodnie wszelcy miejscy i wiejscy radni od Bałtyku po Tatry, nic tak nie integruje lokalnej społeczności oraz nie buduje poczucia tożsamości jak właśnie festyny, które dobrze zorganizowane mogą stać się również atrakcją turystyczną i wspomóc budżet w całkiem miły (a czasem wręcz zaskakujący sposób). Oczywiście nie należy też zapominać, że dla wielu lokalnych firm festyn to najlepszy, najskuteczniejszy i najtańszy sposób promocji siebie i swoich produktów. Podsumowując, wygląda na to, że jakby się nie starać to i tak długo jeszcze festyny z  polskiego krajobrazu nie znikną, no i po co w ogóle byłoby się starać, przecież chyba każdy je lubi, prawda?

 

 

Komentarze (0)
Aby na pewno na własne oczy?
Wielu z nas wydaje się, że na czym, jak na czym, ale na tym, co samemu przeżyliśmy, widzieliśmy i doświadczyliśmy możemy bezwarunkowo polegać. Tymczasem jak się okazuje nasze zmysły lubią nas oszukiwać. W każdej sekundzie nasz mózg jest zmuszony do przetwarzania tak wielu bodźców zewnętrzych, że uogólnianie lub przekazywanie nam informacji „na oko” wcale nie jest rzadkością – dobrym przykładem mogą być tutaj wszelkie złudzenia optyczne. Gdybyśmy rzeczywiście chcieli dokładnie analizować otaczający nas świat, to najpradopodobniej byłoby to dla nas po prostu zbyt obciążające i nie mieliśbyśmy już po protu sił na podejmowanie decyzji czy inne myślenie. Stąd częste uproszczenia.

Uproszczenie te jak się okazuje doskonale potrafią wykorzystywać przestępcy. Zdając sobie sprawę, że w momencie nagłego stresu i napięcia mózg nasz przetwarza informacje jeszcze szybciej, a tym samym poświęca mniej uwagi szczegółom obrazu i dźwięku, przestępcy nauczyli się rabować i zastraszać ludzi przedmiotami, które w rzeczywistości trudno postrzegać jako niebezpieczne. Doskonałym przykładem jest tutaj co roczny raport angielskiej policji, która zamieszcza na swoich stronach listę przedmiotów przy pomocy których dokonana w roku ubiegłym napadów, wymuszeń, etc. Na tej niezwykle ciekawej liście obok pistoletów, noży czy śrubokrętów znajdziemy także wibratory (gdzie nota bene przy użyciu jednego z nich obrabowano właśnie sexshop – zatem można powiedzieć, że nawet specjalista dał się oszukać), pluszowego banana, myszkę komputerową, kostkę mydła i wiele, wiele innych rzeczy. O czym to świadczy, że mózg nasz potrafi na tyle oszukiwać nas samych, że w momencie stresu nie chce mu się zupełnie sprawdzać czy aby na pewno trzymana w ręku broń jest bronią i po prostu zakłada to ciemno, przesyłając nam fałszywą informację „tak uważaj on ma broń”. Pamiętajmy o tym, kiedy następnym razem postanowimy powiedzieć, komuś, że widzieliśmy coś na własne oczy.

 

Komentarze (0)
Zadbajmy o nie.
Współcześni rodzice patrząc na swoje pociechy popadają w coraz większe i większe przerażenie. Ilość czasu, jaką przeciętne dziecko traci przed monitorem komputera połączona z czasem jaki spędza przed telewizorem i innymi cyfrowymi rozrywkami może być faktycznie zatrważająca i swobodnie przekraczać czas, jaki zajmuje praca na pełen etat. Czas tracony na wszelkiego typu gry dla dziewczyn, gry dla chłopców, gry strzelanki, gry bijatyki i gry wszelkie inne nie wróci już nigdy, warto być może zatem zastanowić się czy aby na pewno, wolimy że nasze dzieci nigdy się nie nudzą, czy może jednak byłoby lepiej gdyby czasem nawet się ponudziły, ale w ogólnym rozrachunku nie spędziły życia przed monitorem. Być może zatem warto - wbrew temu, co twierdzą liczni, nowomodni specjaliści – staromodnie ograniczyć czy wręcz zabronić naszym dzieciom korzystania z komputera? Przynajmniej przez jakiś czas. Gdy już nauczą się znajdować sobie inne zajęcia niż tylko odpalać komputer, telewizor czy konsolę, wtedy można będzie zakaz uchylić, ale wpierw niech same zobaczą, nauczą się, odkryją, że jest wiele ciekawych rzeczy, które można robić w wolnym czasie, a tylko niektóre (i w gruncie rzeczy dość monotonne) związane są z wpratywaniem się w monitor czy ekran. Jeśli opisy powyższych alternatyw nie wydają nam się przesadzone i co więcej nawet nas trochę interesują i kuszą, to nie ma na co czekać. Zabierzmy się do roboty i uratujmy dzieciństwo naszych dzieci, w kóncu każdy ma je tylko jedno i naprawdę szkoda stracić je przed monitorem. W końcu czy my zamienilibyśmy nasze strzelone gole, zdobyte czubki drzew, obdrapane kolana, guzy na głowie na siedzenie przed migoczącym monitorem? Jeśli nie to nie pozwólmy aby nasze dzieci, nie miały kiedyś takiej myśli.

 

Poznański pomysł na ferie
Czas zimowych ferii to okres, kiedy większość młodzieży wyjeżdza na przeróżne obozy zimowe, wakacje z rodzicami lub chociaż do dalszej rodziny mieszkającej w na tyle ciekawym miejscu, aby pobyt tam zasługiwał na miano wakacji. Jest jednak pewien procent dzieciaków, które nie mają żadnej z powyższych możliwości i zmuszone są zostać w mieście.

Wydaje się zatem, że świetną inicjatywę dla nich przygotował UM Poznań. Samorząd z własnych, rezerwowych środków zorganizował darmowe zajęcia sportowe i kulturalne dla pozostających w mieście dzieci. Każda jedna na trzy lokalne szkoły (wybierana na zasadzie lokalizacji i warunków lokalowych) będzie czynna w okresie ferii i każde dziecko będzie mogło tam przyjść w godzinach od 6 – 18. Na miejscu czeka je wiele atrakcji, zabawy, gry, bajki dla dzieci, zajęcia wf, gry komputerowe (tu głównie gry samochodowe, gdyż tylko na kilka tego typu tytułów urzędnicy wykupili licencję) oraz specjalnie dla wszystkich maluchów o zbyt dużej wadze – co powoli staje się prawdziwym utrapieniem wśród polskiej młodzieży – darmowe zajęcia fitness nazwane póki co roboczo „Aerobik Poznań”. Czy pomysł przyjmie się i będzie kontynuowany w przyszłych latach zależy głównie od frekwencji wśród dzieci, czyli och odbioru tej inicjatywy oraz dbałości rodziców o dostarczenie dzieci do szkół. Wstępne raporty podsumowujące projekt dostępne będą już w kwietniu.

 

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |